Cały czas w głowie
mam sceny, które rozegrały się jakiś rok temu. Najpierw padło na
owczarka niemieckiego mieszkającego piętro wyżej. Kilka godzin
wystarczyło, aby radosny i energiczny Nero, stał się osłabionym,
i gasnącym zwierzakiem. Reakcja właściciela była za późna. Psa
nie udało się uratować. Mniej więcej równocześnie, w klatce
obok, to samo działo się z przepięknym i silnym huskim. Opiekun na
szczęście dostrzegł objawy w porę, i choć przez kolejne trzy dni
Bruno był znoszony i wnoszony na 3 piętro, z powodu koniecznych
kroplówek u weterynarza, zdołał przetrwać.
A wszystko z powodu
kleszcza. Małego i niepozornego drania, który jest mistrzem w swoim
fachu.