sobota, 7 października 2017

I po wichurze.

Ksawery to przyjemne imię, dlatego nie mam pojęcia dlaczego nazwano nim orkan.
Na działce zawsze wichury przechodziły bokiem.
Tym razem jednak i nam dały odczuć swoją siłę.
Na szczęście obyło się bez strat w ludziach, psach i kotach :)

Koty, podobnie jak psy doskonale wiedziały, co się święci. 
Dlatego jedni wybrali zaleganie w kartonie (że niby kryjówka i nic nie widać), 
a inni zaleganie na kanapie.
Żadne futro nie kwapiło się do wyjścia, co było zupełnie nie w ich stylu.

Ponieważ choróbsko nie pozwalało mi na zbytnią aktywność, wieczór planowałam z książką. Odcięcie prądu, tylko utwierdziło mnie w słuszności, że wybrałam dobrze.



 Komuś sie przytyło. Czyżby nadchodząca zima stulecia to prawda?

 Nawet motyl postanowił przeczekać z nami noc w domku :)





W każdej sytuacji trzeba widzieć plusy...
Zyskaliśmy pokaźny zapas drewna na zimę.
Las nieopodal ucierpiał już poważniej, na szczęście nikomu nic sie nie stało.
A to najważniejsze.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza