środa, 27 lipca 2016

Kierunek: biologia. Czy warto ją studiować?

Dziesięć lat temu dostałam list, w którym witano mnie serdecznie na liście studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Pamiętam swoje obawy i kołatające w głowie "co to będzie, co to będzie?".
Teraz, po tak długim upływie czasu, mogę bez problemu odpowiedzieć na pytanie, czy było warto.
Ponieważ mamy czas, kiedy nabór na studia trwa w najlepsze, być może post trafi do tych z was, którzy zastanawiają się, czy to dobry pomysł, aby iść na ten kierunek.

Indeks-duma! Ponoć już ich nie ma. Wszystko zastąpił system w komputerze...:(

Zacznę od tego, że niezwykle smuci mnie fakt, jak niedocenionym kierunkiem jest biologia. Na pierwszy rzut oka biologia to formułki i definicje zebrane dzięki odkryciom różnych naukowców. I w ogóle kimże jest biolog? Lekarz, weterynarz, mikrobiolog, to jeszcze brzmi, ale biolog? Nauczyciel w szkole znaczy się.
Nic bardziej błędnego...

Odkrycia ułatwiające pracę lekarzom, lub też metody, które charakteryzują się mniejszą inwazyjnością, to osiągnięcia właśnie biologów. Uparcie przeprowadzających swoje eksperymenty w zaciszu laboratorium, albo i zbierając dane w "terenie". Wiedza o zachowaniu się, prawach związanych z uczeniem się ludzi czy też zwierząt, to też oni. Biolodzy. Oni odkrywają. Po to, żeby właśnie lekarz, psycholog, inżynier albo nawet i pan rolnik, mogli robić coś lepiej, bez szkody dla organizmu lub środowiska, z trwalszym skutkiem itd.

Wolontariat w Puszczy Białowieskiej. Wspinanie się na drzewo, aby dotrzeć do dziupli ;)

Mylne jest też przekonanie, że to nauka, która wymaga wiecznego siedzenia w książkach. Bez praktyki wiedza z grubych tomisk, jest bezużyteczna. Owszem, biolog musi dużo czytać. Trzysta stron w jeden dzień? Można przywyknąć. Nawet, gdy autor celowo pisał językiem nie dla śmiertelników (jestem przekonana, że niektórzy mają z tego satysfakcję...napisać coś tak, by nikt nie mógł tego pojąć...dzięki czemu ego autora idzie w górę, bo przecież czytelnik najwyraźniej musi być głupi, skoro pogmatwanych zdań składać nie potrafi). W zależności od wybranej specjalizacji, praktyka jednak wygląda różnie. Wspinając się po drzewach, przedzierając się przez pokrzywy, grzebiąc pęsętą w wypluwkach celem znalezienia szkieletu myszy, mierząc szerokość oczodołów męskich czaszek z zamierzchłych czasów, siejąc na pożywce nowego grzyba, mutując kolejne pokolenie muszek owocówek lub zapisując każde z obserwowanych zachowań stada wron, żerujących w parku. 
Tyle o praktyce. Sam program jest zależny od uczelni. Trzeba się liczyć z tym, że nie wszystkie przedmioty się nam spodobają. Do tej pory wzdrygam się na myśl o chemii fizycznej albo biologii komórki roślinnej. Niemniej jednak, chylę teraz czoła mojemu uniwersytetowi. Po latach dopiero wychodzi, że nie były to przedmioty niepotrzebne. Tak, jak i należy liczyć się z tym, że wasze postrzeganie świata się zmieni. Będziecie bardziej dociekliwi, kojarzenie faktów będzie dla was kwestią sekund a wszystkie nowinki, których się dowiecie, będziecie musieli wpierw przetestować i ocenić. Skończy się etap ślepej wiary i przyjmowania zasłyszanych faktów za pewnik. Dla niektórych, zaczniecie być niewygodni- bo będziecie mieć swoje zdanie i swój rozum...:)

Porozmawiajmy o perspektywach pracy. No bo w końcu, co robić po biologii, jeśli nie uczyć w szkole?
  • Można oczywiście zostać na uczelni. Macierzystej, albo ogólnie-naszej, polskiej. Ale można pokusić się na doktorat zagranicą. Jeśli myślicie, że naukowcy badający rzadkie gatunki w dżungli to tylko wytwór wyobraźni filmowców, jesteście w błędzie. Minimum raz w miesiącu uczelnie przesyłają sobie emaile z informacją o możliwości zrobienia doktoratu z zakresu różnych dziedzin biologii ( biologia molekularna, paleobiologia, fizjologia zwierząt, ornitologia, etologia itd.) na europejskich uczelniach (i nie tylko). Przykładowo, będąc subskrybentem Polskiego Towarzystwa Etologicznego, regularnie otrzymuje się informacje o kongresach, warsztatach, wykładach ofertach pracy, stażach związanych z naukami behawioralnymi. Ostatni email był zaproszeniem na odbycie doktoratu z zakresu zachowań ptaków (jednego z gatunków gołębi) na Kostaryce. Można? Można :) Gdyby ktoś chciał się zapisać podrzucam linka http://ptetol.nencki.gov.pl/lista.htm
  • Można też załapać się do pracy w miejscu, które dla zwykłego śmiertelnika jest nieosiągalne. Co roku Polska Stacja Antarktyczna kompletuje ekipę, z którą podbijają biegun, prowadząc badania związane z tamtejszą przyrodą. Aplikacje składa się do kwietnia, rozmowy kwalifikacyjne trwają do maja, a od września udajecie się tam, gdzie wasze dotychczasowe "zimno mi", nabiera nowego znaczenia. http://www.arctowski.pl/index.php?p=11
  • Jeśli po ukończeniu "magisterki", wasza rodzima uczelnia was nie chce (jej strata!), nie zamykajcie się na inne możliwości. Moja przyjaciółka z roku, była załamana brakiem miejsc w zakładzie fizjologii i rozwoju zwierząt. Podnosiłam więc ją na duchu, mówiąc, że przecież może robić to samo na innej uczelni, niekoniecznie biologicznej. Taki sam zakład posiada Akademia Medyczna czy też Uniwersytet Przyrodniczy na dziale medycyny weterynaryjnej. Wystarczy zdać odpowiednie egzaminy. A jeśli ktoś się przykładał do nauki przez okres studiów, to zda je bez problemu. Co jest kolejną szpilką wkłutą w serce biologa. Marta dostała się na Akademię Medyczną bez problemu. W przeciwieństwie do lekarzy medycyny z tejże właśnie uczelni, którzy zakwalifikowali się na doktorat dosłownie ledwo co. Nie wszyscy oczywiście. Chodzi jednak o poziom wiedzy. I niedocenianie biologii. Obecnie Marta zamyka przewód doktorski. Jej badania dotyczyły regenerowaniu się struktur serca. Badania przeprowadzała na malutkim gatunku ryb, ale będzie to niewątpliwy wkład w rozwój kardiologii.
  • Rok starsza koleżanka pisząca pracę magisterską w tym samym zakładzie co ja, ornitolożka, ma obecnie świetnie prosperującą firmę, zajmującą się ekspertyzą przyrodniczą. Jak wiadomo budowa dróg, domów, elektrowni wiatrowych, koszenie łąk czy też uprawa pól, zwłaszcza na terenach cennych przyrodniczo, wymaga pozwolenia. Praktyka zdobyta na wyjazdach SKNu Ornitologów, zajęcia terenowe, zbieranie materiałów do własnej pracy dały jej świetne podstawy do zrobienia odpowiednich uprawnień. Teraz robi to, co lubi, ku zdziwieniu rodziny i znajomych. Bo pytana o zawód odpowiada "chodzę na ptaki". I tak, z tego da się żyć.
  • Inna dobra koleżanka, po skończeniu biologii molekularnej (w innym mieście), obecnie pracuje w Centralnym Laboratorium Kryminalistyki Policji. Rozmowa kwalifikacyjna, podchwytliwe pytania i egzamin z wiedzy nie są łatwe, w końcu dostają się tam najlepsi. Ona dała radę. Kolejny zawód, który dla niektórych jest tylko wytworem seriali typu "Zagadki kryminalne Las Vegas".
  • Warto też wspomnieć o antropologii. Jeśli myślicie, że różnica wzrostu pomiędzy partnerami nie ma wpływu na szanse przetrwania związku, jesteście w błędzie :P Antropolodzy mierzą i przeliczają wszystko. A wyniki ich badań, bardzo często są potem wykorzystywane w medycynie czy też psychologii. Jest to również dziedzina, po której można zająć się rekonstrukcją wyglądu danego osobnika, na podstawie samego koścca, aby przygotować eksponat do muzeum. Przyglądanie się, jak krok po kroku, na podstawie samej czaszki można odtworzyć wygląd twarzy średniowiecznej kobiety, jest fascynujące.
  • Na końcu coś o mnie. Wolny czas na studiach dzieliłam pomiędzy okazjonalne wyprowadzanie psów, jak i udzielanie się w kole naukowym w ramach wolontariatu w zoo. Zleceń było coraz więcej, tak jak i większa była moja radość z obcowania z przeróżnymi charakterami psów czy też kotów. Satysfakcję przynosiły też postępy w "odkręcaniu" stereotypii u słonicy indyjskiej. W efekcie obecnie zajmuję się jednym i drugim zawodowo. To znaczy zarówno opiekowanie się domowymi pupilami, jak i treningi dużych, dzikich zwierząt są moją codziennością. Którą kocham, uwielbiam, i która z pewnością do szarych nie należy.
 Fok Dawid :) Sprawdzamy stan skóry i uzębienia.
 Spokojnie, zimorodki są żywe i bez uszczerbku na zdrowiu. Po prostu pozycja ułożenia na plecach uniemożliwia im ucieczkę (lot). Po zaobrączkowaniu, zostały zwrócone naturze :)

Więc jeśli nadal jesteście zdeterminowani co do wyboru kierunku, a ludzie wokół pukają się w głowę mówiąc "co potem", albo, że "daj sobie spokój", bo administracja i finanse są lepsze, nie dajcie się. Jeśli macie zapał i upór, macie wszystko. Wiedza i doświadczenie przyjdzie z czasem. A potem...świat jest wasz. I to dosłownie :)



3 komentarze:

  1. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy studiują tak trudne kierunki jak biologia, czy matematyka. Należę do humanistycznych umysłów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aktualnie wiele mówi się o studiach technicznych, że tylko one mają sens i można znaleźć dobrze płatną pracę w tych kierunkach. Ja jestem zdania, że nie każdy ma tak ścisły umysł i powołanie aby zostać inżynierem np. od budowy maszyn. W moim przypadku Biologia bardzo się przydała, bo po skorzystaniu z projektu https://livemorepomerania.com/ stwierdziłam, że to czego oczekuję mam w jednym miejscu. Studia końćzyłam w Trójmieście i również bliskość natury sprawia że dla biologów jest tu sporo ciekawych ofert pracy.

    OdpowiedzUsuń